Dyskusyjny Klub Książki
DKK-UTW rekomenduje: Magdalena Majcher "Doktórka od familoków".
Magdalena Majcher "Doktórka od familoków"
Powieść oparta jest na faktach - realiach życia na Śląsku lat 70-tych XX wieku. Akcja toczy się w Katowicach-Szopienicach, na osiedlu robotniczym należącym do Huty Metali Nieżelaznych. Huta cynku i ołowiu, a także największy producent wyrobów walcowanych z miedzi i mosiądzu, była ważnym centrum przemysłowym i oczkiem w głowie socjalistycznych władz nie tylko Śląska ale także kraju. Jak wiele bogatych zakładów produkcyjnych posiadała osiedle mieszkaniowe dla swoich pracowników, tzw. familoki, usytuowane w bliskim sąsiedztwie, tuż za murami huty. Niestety, bliskie sąsiedztwo tego giganta przemysłu metalurgicznego wyrządziło mieszkańcom Szopienic dużą krzywdę. W wyniku znikomego zaangażowania kierownictwa huty w ochronę środowiska, brak dbałości o filtry na kominach, doszło do potężnego skażenia Szopienic ołowiem. Mężczyźni zatrudnieni bezpośrednio przy produkcji ołowiu poddawani byli okresowym badaniom lekarskim, w przypadku przekroczenia norm zawartości ołowiu we krwi przesuwani byli do pracy w innych wydziałach do czasu poprawy stanu zdrowia. Na tym kończyła się dbałość huty o pracowników i ich rodziny. Ofiarą zaniedbań okazały się także dzieci pracowników, mieszkających w najbliższym sąsiedztwie huty. Dzieci powszechnie chorowały na anemię i w dużym procencie wykazywały opóźnienia w rozwoju umysłowym, co jak się później okazało było następstwem ołowicy. Szkoła specjalna w Szopienicach była przepełniona, ponieważ dzieci nie radzących sobie już na początkowym etapie edukacji przybywało z każdym rokiem. Matki szopienickich dzieci, proste kobiety, nie były świadome niebezpieczeństwa grożącemu ich potomstwu. Na szczęście chętnie i odpowiedzialnie korzystały z podstawowej opieki zdrowotnej i często prowadziły swoje chorujące dzieci do rejonowej przychodni.
Głównymi bohaterkami tej powieści są cztery kobiety - autentyczne osoby wymienione przez autorkę z imienia i nazwiska:
- profesor Bożena Hager-Małecka - kierownik Kliniki Pediatrii Śląskiej AM w Zabrzu,
- Jolanta Wadowska-Król - lekarka z rejonowej Przychodni nr 2 w Szopienicach, tytułowa bohaterka,
- doktor Zofia Kajzerowa - kierownik Wojewódzkiego Ośrodka Matki i Dziecka, zarządzająca leczeniem sanatoryjnym na Śląsku,
- Wiesława Wilczek - pielęgniarka z rejonowej Przychodni nr 2 w Szopienicach, współpracownica doktor Wadowskiej-Król.
Dzięki tym kobietom i ich heroicznej odwadze, odpowiedzialności, pracowitości, przebadano około 5 tysięcy katowickich dzieci, aby ratować je przed skutkami ołowicy. Główne bohaterki przeprowadziły szybką, niemal karkołomną akcję polegającą na masowym wzywaniu dzieci na badania, zwerbowaniu kilku laboratoriów medycznych wykonujących po kilkadziesiąt badań dziennie w celu zdiagnozowania choroby. Zastosowały akcję odtruwania dzieci w warunkach szpitalnych, a następnie rekonwalescencji w sanatoriach w celu jak najdłuższego odizolowania od źródła zakażenia i wykluczenia nawrotu choroby. Dzięki poświęceniu i odwadze tych kobiet udało się wyegzekwować od huty ponad sześćset nowych mieszkań w innych dzielnicach Katowic i przeprowadzić tam najbardziej poszkodowane, wielodzietne rodziny. Nadzwyczajne w postępowaniu lekarek było to, że w realiach PRL-u jakiekolwiek działanie podważające, a nawet poddające w wątpliwość prawidłowość pracy potentata przemysłowego, jakim w tym wypadku była huta, groziło aresztowaniem i więzieniem pod pretekstem podburzania ludzi, podawania niesprawdzonych informacji, działania na szkodę socjalistycznej gospodarki.
Ówczesne władze Katowic oraz śląskiej AM zemściły się za odwagę pani doktor Wadowskiej-Król, która swoim działaniem przysporzyła niedogodności władzom miasta i huty. Negatywnie zrecenzowano jej pracę doktorską, w której zawarła wyniki badań nad skażeniem metalami ciężkimi u dzieci. Dopiero po latach, gdy była już na emeryturze, nagrodzono odważną panią doktor, przyznając honorowe obywatelstwo Katowic, medal Śląskiego Uniwersytetu Medycznego i przyznając doktorat honoris causa Uniwersytetu Śląskiego.
"Doktórka od familoków" to poruszająca i inspirująca opowieść o lekarce z powołania, cechującej się wielką wrażliwością na krzywdę i cierpienie, o sile kobiecego ducha, o walce z przeciwnościami losu dla ratowania najbiedniejszych i bezbronnych. Książka jest lekturą dla każdego, czyta się ją jak powieść sensacyjną. Wyścig z czasem o życie i zdrowie dzieci, jaki był udziałem głównych bohaterek oraz niemal konspiracyjne działanie wymagające dużej ostrożności, dyskrecji, odwagi, aby osiągnąć zamierzony cel sprawiają, że czyta się powieść jednym tchem.
Magdalena Majcher udowadnia, że potrafi zainteresować czytelnika prawdziwymi wydarzeniami opisując je w taki sposób, by poruszały serca i zmuszały do refleksji. Realistyczny opis życia rodzin z familoków w dzielnicy Szopienice może szokować młodego czytelnika. Obecnie trudno uwierzyć, że tak mogły żyć tysiące robotniczych rodzin niespełna pół wieku temu. To książka, która spodoba się nie tylko miłośnikom powieści obyczajowych, ale i tym, którzy szukają literatury faktu.
Renata Jarzębińska Skupień
Magdalena Majcher „Doktórka od familoków”
Książka Magdaleny Majcher „Doktórka od familoków” to fabularyzowana historia lekarza – pediatry Jolanty Wadowskiej–Król, która w latach 1974-1981 uratowała przed zachorowaniem lub śmiercią na ołowicę tysiące dzieci mieszkających w pobliżu huty Szopienice w Katowicach. Niepozorna młoda lekarka, zatrudniona w niewielkiej przychodni gdzieś na peryferiach Katowic, z coraz większym niepokojem obserwuje stan zgłaszających się do niej pacjentów. Cała historia rozpoznania i walki z ołowicą zaczyna się od małego Januszka, który skierowany do pobliskiego szpitala, trafia do kliniki w Zabrzu. Tam stwierdzony u dziecka poziom ołowiu budzi na tyle duże zaniepokojenie konsultant wojewódzkiej w dziedzinie pediatrii prof. Bożeny Hager-Małeckiej, że ta osobiście odwiedza przychodnię na Franciszoku w Szopienicach. Sugeruje, aby objąć badaniami większą liczbę dzieci w celu oceny skali zagrożenia. „Doktórka” Jolanta Wadowska–Król nie poprzestaje na przebadaniu kilkorga dzieci. Razem z pielęgniarką Wiesławą Wilczek tworzą kolejne listy dzieci, mieszkających w bezpośrednim sąsiedztwie huty. Bardzo szybko poczta odmawia doręczania kolejnych wezwań na badania i wtedy lekarka razem z pielęgniarką dostarczają wezwania osobiście. To niesamowite, jak obie zaangażowały się w całą akcję. Przebadano około 5 tys. dzieci, a wyniki były zatrważające. Poziom ołowiu w organizmie maluchów był porównywalny do poziomów, które powodowały odsunięcie od pracy hutników. To wydawało się niewiarygodne w czasach, kiedy znano tylko ołowicę u dorosłych, a przyczyny słabszego rozwoju fizycznego dzieci i ich niedomogów intelektualnych upatrywano w biedzie, niedożywieniu i braku higieny. Badania doktor Jolanty Wadowskiej–Król wreszcie odsłoniły brutalną prawdę: to ołowica wywołana przez sąsiedztwo huty powodowała anemię, upośledzenie układu nerwowego, upośledzenie umysłowe. Wiele miejscowych dzieci uczęszczało do szkoły specjalnej, a dzieciaki z rodzin ukazanych w książce miały problemy z czytaniem, pisaniem i opanowaniem najprostszych zasad matematyki.
Kiedy śledzimy losy książkowych rodzin i samej lekarki, nie możemy zapomnieć o uwarunkowaniach lat 70. Huta była oczkiem w głowie władz, o wszystkim decydowała partia i nie do pomyślenia było, aby używać oficjalnie słowa „ołowica” w odniesieniu do dzieci. Zarówno „Doktórka”, jak też konsultantka wojewódzka pediatrii wiedzą, że stąpają po cienkim kruchym lodzie. W każdej chwili mogą zostać oskarżone o sabotaż i aresztowane. Szczęśliwe znajdują zrozumienie w kierownictwie huty i we władzach Katowic. Udaje się zorganizować wyjazdy dzieci do sanatoriów, a w międzyczasie przygotować nowe mieszkania dla najbardziej zagrożonych ołowicą rodzin. Listy wyjeżdżających na kurację, jak też kolejność przydziału mieszkań ustala „Doktórka”. Lokalna społeczność darzy ją olbrzymim zaufaniem i stoi za nią murem. Władze najwyraźniej mają tego świadomość, zaś nacisk na niewygodną lekarkę ogranicza się do takich złośliwości, jak blokada dostępu do wyników badań sanepidu. Jednak najbardziej uderza w nią odrzucenie pracy doktorskiej, opartej o wyniki wieloletnich badań „ołowików”. Dopiero po latach, gdy jej wnuczka opublikuje ukryte na strychu badania, ciche bohaterstwo Jolanty Wadowskiej–Król zostanie przypomniane i docenione. Przyznano jej wiele prestiżowych nagród i wyróżnień, w tym najważniejsze – doktorat honoris causa Uniwersytetu Śląskiego.
Gorąco zachęcam do lektury tej „fabularyzowanej historii ołowicy”. Zobaczymy, jak wiele może jedna niepozorna kobieta, która na wszystkie pochwały wzrusza ramionami, jakby chciała powiedzieć – takiego zachowania wymagała prosta przyzwoitość. Zobaczymy też, jak dramatyczne i nieodwracalne skutki przynosi zatrucie środowiska.
Maria Suchy
Magdalena Majcher "Doktórka od familoków"
Piękna opowieść o młodej lekarce, pediatrze Jolancie Wadowskiej-Król - „królowej” z Szopienic, która w okresie „wczesnego Gierka” zdiagnozowała u swoich podopiecznych ołowice, skażenie w największym stopniu dotknęło mieszkających w familokach przy murze Huty. Z inicjatywy prof. Bożeny Hager-Małeckiej, wraz ze swoją pielęgniarką Wiesią skierowała na badania setki dzieci, wydała tysiące skierowań na badania, a potem do szpitali w całym Śląsku i przy pomocy Sanepidu do sanatoriów, do których zawiozły je autokary podstawione przez Hutę. Sama sporządzała listy i doglądała wyjazdów. Współpracowała z rodzicami, którzy jej zaufali. Zmusiła Hutę do przeniesienia rodzin mieszkających w familokach przy ul. Rzemieślniczej, do nowo wybudowanych mieszkań w wieżowcach przy ul. Tysiąclecia. Wykonała ogrom pracy, pracując bez wytchnienia, dzięki pomocy swojej matki, która w tym czasie opiekowała się jej dziećmi.
Po propozycji Profesor, na podstawie badań podopiecznych w Szopienicach, napisała i oddała pracę doktorską wyposażoną w zestawienia badań, wykresy, wnioski. I tutaj zaczęły się problemy. Tytuł pracy kilkakrotnie zmieniano, wykreślano części tekstu i zażądano, że musi być ona tajna. Potem nastąpiła cisza. Gdy Wadowska-Król usiłowała się dowiedzieć o postępie przewodu doktorskiego, usłyszała od pracownicy dziekanatu, że jej przewód został odrzucony z powodu 3 opinii negatywnych. Na pytanie o nazwiska recenzentów otrzymała odpowiedz, że są anonimowe, a praca jest zamknięta w sejfie u rektora. W tajemnicy dostała do przeczytania jedną z opinii, po której przeczytaniu po prostu się rozpłakała. Odebrano jej badania. Nowy dyrektor Sanepidu nie chciał przyjmować zleceń.
Po 20 latach pracy Doktórkę wraz z przychodnią przeniesiono na ul. Franciszkańską, Część dokumentów wyrzucono. Doktórce udało uratować kopertę z najważniejszymi, które przeleżały na jej strychu prawie 30 lat, gdzie je znalazła wnuczką. Ona wydobyła je na światło dzienne i wraz z koleżanką nakręciła o babci film. I wreszcie w czasie pandemii Jolanta Wadowska -Król została usatysfakcjonowana, otrzymując najwyższe wyróżnienie uniwersyteckie: doktorat honoris causa Uniwersytetu Śląskiego.
Zadaję sobie pytanie, czy zabrana jej praca doktorska była tajną? Sądzę, że nie. Bo przeniesiono ludzi do innych mieszkań, wyburzono familoki przy murze huty, zdjęto dwumetrową warstwę ziemi i nawieziono nieskażoną, a na koniec hutę zamknięto. Gdyby nie praca Jolanty Wadowskiej-Król, ta konspiracyjna z rodzicami dzieci i ta jej ukradziona, nigdy nie byłoby takich pozytywnych efektów, a pewno nie tak szybko.
Dziwi mnie jednak, że musiało minąć około 30 lat, aby jej zasługi dostrzeżono. Przecież nastąpiła transformacja, a jej część życia zmarnowano, bo mogła poza pracą stricte zawodową poświęcić się również pracy naukowej, a nie tyko haftowaniu. A czy ma swoje miejsce w Szopienicach choćby skwerek lub ławeczkę jej imienia? A powinna.
Bernadetta Nowicka-Lassota